WARSZAWA M20

Warszawę M20 kupiłem 06.01.2012 roku w stanie prawie agonalnym. Z zewnątrz nie wyglądała aż tak źle jak się potem okazało po rozebraniu jej. Odnowienie jej zabrało mi półtora roku.

Samochód pochodzi z 1957 roku. Kolorów było kilka pod uszczelkami czy w komorze silnika. Ktoś kto ją ostatnio malował nie żałował farby zielonej a malował wszystko łącznie z uszczelkami, szybami i tapicerką!. Tak wyglądała gdy przyprowadziłem swoją garbuskę. Samochód jest superancki ale wymaga dużo czasu, dokładności, cierpliwości…. i wyrozumiałej żony.

Godzin spędzonych w garażu, nieprzespanych nocy i wydanych pieniędzy –  o tym nawet nie wspomnę. Efekt jest piorunujący i wart wszystkiego.

Kompletując części okazało się, że nie wszystkie pasują. Każda Warszawa jest inna.

A zaczęło się tak…… Żona dwa lata za mną chodziła i marudziła, żebyśmy kupili jakiś samochód do renowacji. Obawiałem się podjęcia, aż tak dużego wyzwania. W końcu przyszedł dzień, że znalazłem samochód w Internecie. Przemyślałem, pojechałem i kupiłem. Potem zniknąłem w garażu na długie godziny, dni i miesiące. Zacząłem demontować każdą część, opisywać i odkładać do pudełek albo słoików. Każdy element fotografowałem. Pomału tworzyłem swoją historię z Warszawą. W styczniu zacząłem demontaż i zaprowadziłem do piaskowania. Po piaskowaniu wyglądała jak sito – zrobiła się ok. 300 kg lżejsza. Potem zaprowadziłem do blacharza – nie każdy blacharz nadaje się do tej roboty – ale mój wujek jest idealny. Tam spędziła 3 miesiące  – wujek miał kiedyś Garbatkę więc czuł do niej sentyment i traktował ją jak swoją własną. Po blacharzu wróciła do garażu na pasowanie części do lakieru. Potem lakier.  U lakiernika spędziła 4 miesiące. Na tak starym samochodzie lakier musi być idealnie położony szczególnie jasny. Do malowania starych samochodów potrzeba dobrego fachowca z odpowiednią komorą lakierniczą. Mój lakiernik posiada komorę spełniającą wszystkie wymogi europejskie. Potem wróciliśmy do domu. I się zaczęło…  Montowanie części, świateł, chromów.

Do chromowania tak samo jak do remontu silnika czy malowania zawsze potrzeba kogoś dobrego. Kogoś kto się na tym zna i jest dokładny.

Codziennie krok po kroczku zbliżałem się do wielkiego finału.

Przed montażem silnika wyłożylem samochód matą wygłuszającą. Potem zamontowałem silnik, potem elektrykę a potem odpaliłem silnik…. ładnie pracował.

Przed remontem silnik wogóle się nie obracał. Mogłem kupić nowy silnik ale zdecydowałem, że zostawiam ten stary oryginalny.  Dałem mu drugie życie. Remont trwał pół roku i trochę drożej kosztował. Opłaciło się.

Długo się zastanawiałem nad kolorem tapicerki. W ostateczności zostałem przy oryginalnych kolorach: bordowa z czarnym pasem. Gdy została zamontowana dodała smaku. Ubrana zaczęła wyglądać jak na prawdziwą damę przystało.

Styczeń 2016 – jedziemy na imprezę zorganizowaną w stylu Prl-u w Fabryce Trzciny w Warszawie. warszawka stała przed wejściem pięknie oświetlona.